„Macierzyństwo to trudny zawód, a zarazem piękne chwile."

 

Witajcie!
Chcę przedstawić Wam, jak to jest naprawdę w macierzyństwie. Nie uświadomią Was gazety, filmy w telewizji bądź artykuły w Internecie, ponieważ one nie są z życia wzięte, są ubarwione, by podobały się czytelnikom. Na przykładzie swojej historii opowiem, jak to wszystko wygląda.


Kiedy zbliżał się termin porodu, wyobrażałam sobie, jak to będzie. Przed oczyma malował mi się obraz zadowolonej i ładnie wyglądającej mamy, spacerującej z wózeczkiem, którą wszyscy podziwiają. Mamy, która ciągle przytula się ze swoim maleństwem i nie może się nim nacieszyć. Mamy nieustannie czuwającej nad łóżeczkiem. Gdy w końcu nadszedł dzień spotkania ze swoim upragnionym skarbem okazało się, że moja wyobraźnia jest zupełnie sprzeczna z rzeczywistością.


Urodziłam cesarskim cięciem, którego bardzo nie chciałam od samego początku. Wszystkie negatywy związane z tym porodem mnie przerażały. Dziecko do piersi przystawiono mi dopiero po przewiezieniu na salę. Na moment, kiedy maluszek wpatruje się w oczy pełną swą miłością musiałam poczekać, bo po operacji nie mogłam się ruszyć. Ale czułam, jak wtula się we mnie i ufa mi bezgranicznie. Karmić chciałam bardzo, myślałam o tym od samego początku ciąży. Miałam powikłania po cięciu i ciężko mi było znaleźć pozycję odpowiednią dla mnie i dla maluszka. Niestety musiałam kłaść dziecko na poduszce, siadałam i karmiłam tzw. spod pachy, bo brzuch strasznie bolał. Przykro mi było, że tak ważna bliskość w pierwszych dniach nas ominie.


Ciężko było przekręcić się w łóżku, zrobić cokolwiek przy sobie, a tu jeszcze dziecko, które trzeba nakarmić, wykąpać, przebrać, przytulić. Super bielizna, która mi się marzyła odpadła, ponieważ rana musiała się wygoić i musiałam nosić wysokie bawełniane majtki, nie za bardzo atrakcyjne.
Po kilku dniach od wyjścia ze szpitala, kiedy poczułam się lepiej, poszłam na ten wyczekiwany spacer. Ubrana w luźne, wygodne ubrania i garbiąca się, ledwie przebierająca nogami. Nie wyspana i przemęczona. Piersi bolały. W stanik wkładałam pieluszkę, ponieważ wkładki laktacyjne nie wystarczały. Później synek poranił mi sutki i musiałam wietrzyć je. Chodziłam po domu w za dużej bluzce. Nie mogłam wyjść do ludzi, ponieważ założenie stanika było niemożliwe. Mleko tak wyciekało, że kapało po podłodze. Czułam się okropnie. W gazetach przecież widziałam piękny obraz kobiety karmiącej, zadowolonej, zadbanej, a ja tu nie mam czasu ani siły by się umyć i uczesać, zamiast uśmiechu mam łzy w oczach z bólu. Hmmm... Nie tak to wszystko miało przecież wyglądać.
Teraz kiedy nasz Oliwier ma ponad pół roczku jest łatwiej, ale też nie kolorowo. Wyszczuplałam, jestem w stanie ubrać ładne, modne i obcisłe ciuszki, ale z dzieckiem nie można długo wyglądać super. Uleje mleczko i już trzeba się przebrać, dlatego w domu za bardzo się nie stroję. Kiedy wychodzę, nie wybieram już torebki, która będzie pasowała do mojego stroju tylko taką, która pomieści wszystkie dziecięce rzeczy. Dalej jestem niewyspana, tylko, że mój organizm lepiej teraz to toleruje i aż tak bardzo tego nie widać. Nasz uparty maluch nie chce spać. W dzień mało odpoczywa, a w nocy robi bardzo częste pobudki. Przez to bywa marudny, do tego jeszcze grające zabawki, moje przemęczenie i myślę, że po prostu oszaleję!!!  Mam momenty, kiedy myślę sobie, że chciałabym uciec jak najdalej stąd ale wiem, że oddaliłabym się na chwilę od mojego dziecka i tęskniłabym bezgranicznie. Jest przecież częścią mojego ciała. Poza tym, uśmiech mojego kochanego Skarba załatwia wszystko. Działa jak lek na moje złości i od razu jestem nim zarażona.


Drogie kobietki - nie zrażajcie się do tego. Macierzyństwo to umiejętność wzięcia prysznica, uczesania się i zrobienia makijażu w kilka minut, ale w nagrodę ma się stuprocentową pewność, że jest się dla kogoś potrzebnym - ma się dla kogo żyć! Nie da się ukryć, że dziecko wywraca życie do góry nogami. Ciekawą rzeczą jest, że cała promieniejesz mimo tych wszystkich trudów. Promienieje z Ciebie ta miłość najmocniejsza na świecie, którą zazna tylko matka.

 

Iza, 24-letnia mama