„Niezły maraton"

 

Macierzyństwo zaczyna się już w ciąży. Przygotowujemy się na przyjście naszego maleństwa na świat. Poradniki, Internet, szkoła rodzenia i wszystko przestaje wydawać się takie trudne, przynajmniej do końca ciąży. Potem jest poród. Właśnie poród to niezły maraton dla każdej kobiety. To był niezły maraton i dla mnie. Dobrnęliśmy do mety! Nigdy nie biegłam w maratonie czy nawet półmaratonie. Czułam się jak długodystansowiec po biegu, którego boli wiele rzeczy, ale jest mega szczęśliwy, że dobiegł do mety. Mało tego - na mecie czekali wszyscy bliscy i był też osobisty trener i opiekun w jednym. To Mąż i teraz Tatuś. Bez niego nie byłoby tego biegu, wsparcia, opieki, pomocy i wiary we mnie, że dam radę, czy choćby banalnego podania wody u kresu sił podczas tego maratonu. Nie ukrywajmy - ważna była też nagroda :-) I tu nie będę ściemniać pisząc to i patrząc na NIĄ, łzy szczęścia same cisną się do oczu! Po powrocie ze szpitala do domu usłyszałam, że maraton to się dopiero zacznie. I tak się też stało. Problemy z karmieniem, ciągłe ulewanie Małej na zmianę z przebieraniem, nieprzespane noce, bałagan w domu, obiad jedzony na kolacje...było ciężko, ale każdy kolejny dzień wydawał się lepszy. Były też miłe chwile i one dodawały też sił. We wszystkim nabiera się wprawy i poznaje się lepiej z nową sytuacją. Wniosek jest taki, że początki są trudne, ale później jest już z górki jak w maratonie - są momenty, że siły Cię opuszczają, ale są też takie w których masz świadomość, że możesz wszystko.

Patrycja G.